Słowo się ślizga

Słowo się ślizga

Słowo się ślizga w ślad za nim sens
przemieszcza się przez szczeliny w zdaniach
prześwituje reszta Nie składam rozkładam
bo skład to skaza gdy głos mija się z tym
co go wskazał Między „mam mówić” a „mowa
mnie ma” jest miejsce gdzie znaczeń
nie mierzy się raz i tam się zatrzymam
na pół na „prawie” echo ma formę
a forma się trawi Niedokładność dokładniej
niż pewność tu działa bo każda poprawka
to kolejna strata Wers się zawiesza
jak sens w zawiasie i zamiast
domykać rozchyla się w czasie
zbieżności się mnożą: głos–głoska–głos

rozsiewam podobieństw fatalny los bo
rym nie ma trafiać ma krążyć powracać
jak pamięć co myli lecz nie chce utracać
Składnia się składa i sama rozkłada
jak zdanie co zdradza że zdrady nie zdradza
Przesunięć nie liczę przeliczam przesłanki
tam „znaczyć” się znaczy przez braki i branki
i więcej tu „między” niż w środku i w brzmieniu
środek się zmienia w samym mówieniu
a kiedy coś nazwę to tracę to trochę,
więc uczę się mówić przez skróty i zwłokę

Rytm

Rytm jest tu pod spodem nie w stopie
w odstępie cisza ma ciężar i ciąży
na wstępie i jeśli coś brzmi tu
to bardziej się zbliża niż zgadza:
przybliża nie liczy nie mierzy
sens nie jest celem jest śladem po ruchu
a wers to oddech co wraca bez słuchu
i nawet „bez odbioru” odbiera
odbicie jak zdanie co kończy się
w akapicie gdzie słowo się ściera jak kreda
na krawędzi zdania Znaczenie
pęka i w jego szczelinach początek szukania
bo między wersem a wersem przepaść jak szpara
Milczenie dopowiada a nie bla bla bla
Nie pytaj „o co chodzi” to nie ten porządek
Sens się rozlewa jak atrament na margines
i zanim złapiesz formę forma złapie ciebie
Składnia się chwieje i dobrze, niech się chwieje
prosta mowa kłamie gdy chce być nadzieją
a ja mam w ustach szorstkość, pył po robocie
i wersy co się krztuszą na własnym obrocie

To nie flow dla lajków tylko dla przetrwania
beat spod ziemi beat się wyłania Prawda?
Nie liczę sylab Liczę pęknięcia w głosie
Gdzie język się kończy zaczynam się nosić
Litera to ciało rozkładam na części
fonem jak kość chrupie w semantycznej treści
Nie sklejam tego niech widać zszycia
Sens nie przychodzi w sterylnych okryciach
Mój wers to pogłos po czymś co nie wróci
jak zmierzch który światło przewrócił
Nawet jak milczę język coś szyje
każde milczenie coś jednak kryje.