Opowiadałem o tym, jak chujowo czasem bywa, kiedy trzaśnie deska na dnie rozumu. Niebawem usłyszę, że bóg się rodzi, bo święta za pasem i znów będę czytał o psychologii tłumu. Koniec grudnia to dla mnie od lat trudny okres. Trudny i przygnębiający z wielu powodów. All excuse me… Nie znoszę tej bożonarodzeniowej sraczki i towarzyszącego jej zbiorowego podkurwienia. Świąteczna obstrukcja jest dość czytelną oznaką zblazowania społeczeństwa, które wytwarza iluzje wyjątkowości.
Masowe urojenie zwane x-mass to apogeum konsumpcyjnych bachanaliów, które popycha ludzi do imponowania innym, w szczególności do zaciągania pożyczek w celu kontynuowania przykrej quasi-tradycji pt. „zastaw się, a postaw się”. Czar pryska, kiedy świętujący silą się na bycie miłymi dla osób, których mają w dupie przez resztę roku. Jak bumerang powraca świąteczne bingo i post-ironiczne odczyty Kevina…, Szklanej pułapki i Władcy Pierścieni. Piramidalną głupotą wykazują się osoby, które dały sobie wtłoczyć personę Mikołaja opracowaną przez koncern Coca-Cola Company. Zacząłem pisać ten tekst w listopadzie, a zamierzam skończyć dzień przed wigilią Bożego Narodzenia.
Persona świętego Mikołaja, z gąbczastą jak wata brodą i biało-czerwonym strojem, została spopularyzowana w 1930 roku za sprawą reklamy najpopularniejszego napoju z bąbelkami. Za sześć lat będziemy obchodzić stulecie tego neo-liberalnego eksperymentu. Biorąc pod uwagę rozwój generatywnych AI, sądzę, że możemy spodziewać się „rewelacyjnego” show.
All excuse me… I’m so tired
Ten chylący się ku końcowi rok jest przynajmniej mniej przykry od poprzedniego, kiedy zostałem skreślony przez wiele osób, które uważałem za moich przyjaciół, kolegów i sojuszników. Z perspektywy czasu uważam, że śmieci same wyrzuciły się z mojego życia. Ostatnie dni grudnia to zawsze czas podsumowań, w którym pętla rzeczywistości przypomina o tym, co nieuchronne. Polecam poczytać to, co o końcu roku pisał profesor Zbigniew Mikołejko, którego straciliśmy w kwietniu. W szczególności rekomenduję teraz książkę W świecie wszechmogącym. O przemocy, śmierci i Bogu.
Tytuł tekstu, który teraz czytasz, ma nawiązywać do dość ponurego faktu: wiele osób żyje od weekendu do weekendu, od świąt do świąt, od wakacji do wakacji. Jeśli czujesz, że żyjesz w ten sposób, to posłuchaj utworu Seize the Day (mam nadzieję, że zainspiruje Cię do zmiany). Co do wakacji, to jasne, że podróże mogą rozwijać i poszerzać horyzonty, ale nie każde. Żal mi tych wszystkich ludzi, którzy zamiast doświadczać tego, co obce, wybierają opcję all inclusive. Żal mi tych ludzi, którzy zaciskają zęby po to, by od czasu do czasu wymiksować się z życia, które nie sprawia im satysfakcji. Sam byłem taką osobą i wiodłem przyćmiony żywot.
All excuse me (I need to take a moment)
A courteous way to leave briefly would be to ask „Would you all excuse me for a few minutes?” I dunno, life is hard, time is crucial and I’ll write a book about art of failure. I had been hounded and convinced to wrong decisions. I’ve fallen to the bottom of sanity, but right now I’m gonna go for chill.
Czy popłynęłaś lub popłynąłeś kiedyś na dno jakiegoś akwenu i ocknęłaś lub ocknąłeś się leżąc poza wodą?
Being brave isn’t the absence of fear. Being brave is having that fear but finding a way through it
W artykule o artywizmach, atawizmach i kolektywnej niepamięci, napisałem trochę o strachu. Obserwując siebie podczas manii lub hipomanii dostrzegłem, że „odpalając się” popadam w brawurę i usiłuję spychać strach poza pole widzenia. Moje „odpały” bywają spektakularne, bo pod płaszczykiem „cyklofrenii” nie lękam się niczego. Tytuł tego akapitu zaczerpnąłem od Beara Gryllsa. Obcowanie z jego opowieściami uzmysłowiło mi, że odwaga, do której chcę dążyć, nie powinna zasadzać się na odżegnaniu od strachu.
Strach bywa przydatny, bo ułatwia wykonywanie procedur służących bezpieczeństwu. Czasami zostajemy zmuszeni do wykonania awaryjnego hamowania, a strach… zapala nam w głowie czerwoną lampkę. Potrzebuję strachu przed samym sobą, bo nikt nie może mnie skrzywdzić bardziej, niż ja sam. Brian Molko śpiewał w piosence, która trafiła do rozgłośni radiowych dwadzieścia jeden lat temu: „Pamiętasz, kiedy świętowaliśmy? Piliśmy i ćpaliśmy do późna, a teraz jesteśmy sami…”. All excuse me… Polecam wracać do dawnych zajawek, jeśli ktoś potrzebuje odbudować swoją tożsamość. Muzyka zespołu Placebo była dla mnie tożsamościotwórcza. Cieszę się, że byłem na kilku koncertach tego zespołu, gdy był w tzw. czasach świetności.
Convictions are more dangerous foes of truth than lies
Staram się stać w prawdzie. Nie spodziewałem się, że będzie to tak trudne. Oczyszczanie głowy doprowadziło mnie ostatnio do namysłu nad tym, że najgroźniejszymi wrogami prawdy są przekonania (a nie — jak mogłoby się wydawać — kłamstwa). Taką tezę postawił Nietzsche. Chodzi w niej z grubsza o to, że w wielu przypadkach przekonania opierają się na wierze, a nie na faktach.
Na teoriach dotyczących szeroko pojętego kłamstwa zjadłem kiedyś zęby (pisałem pracę licencjacką o kłamstwie leżącym u podstaw więzi między katem a ofiarą, w oparciu o dwie powieści, które do tej pory uważam za arcydzieła; rozwinę ten wątek przy innej okazji, bo zamierzam wrócić do tamtego tekstu i go wydać).
Drunkenness 🍻🍷🥂 is temporary ☠️ suicide
Mój serdeczny przyjaciel Mateusz, powiedział mi ostatnio podczas telefonicznej pogawędki, że zapadło mu w pamięć hasło „dynamicznie kształtujemy rzeczywistość”. Ów claim należał do instytucji wspierającej działania kulturotwórcze, która niestety przeszła do historii. W pewien sposób budujące wydaje się to, iż slogan działa, mimo że podmiot, któremu przyświecał, przestał działać. Rozmowy z Matim są dla mnie zawsze stymulujące intelektualnie i bardzo doceniam to, że mam takiego Matiego.
Powyższy śródtytuł nawiązuje do słów Bertranda Russella. W zeszłym roku przeczytałem dwie jego książki, a w tym póki co jedną. Poniżej zaembedowałem (trudne słowo!) interesujący wątek, który Mati poruszył na swoim threadsie, polecam zerknąć:
View on Threads
Życzę Ci udanego czasu, w którym znajdziesz chwilę na refleksję nad tym, co fundamentalne (i nad tym, na co masz ochotę lub czego potrzebujesz). Pamiętaj, że zawsze możesz powiedzieć „all excuse me”. Odpocznij, omiń narrację konformistycznego niedoczasu, naładuj wewnętrzne baterie i zrób dla siebie coś dobrego!

