Nie mamy o czym rozmawiać, a mamy na co spoglądać,
Marcin Zagański, My 1
nie mamy się czym cieszyć, a mamy się dotykać i…
Myślimy bardzo dużo, karmimy się zdjęciami…
Daleko – bardzo blisko – bardzo ładnie…
Fraza „nadmierna komunikacja to błaganie” jest retorycznie apetyczna i warto sprawdzić, co przemyca. Nadmierność nie jest własnością czynności. Nie da się jej zmierzyć liczbą rozmów, powtórzeń ani zdań wypowiedzianych w chwili, w której druga strona chciała spać. Jest predykatem relacyjnym: określamy coś jako „nadmierne”, kiedy przekracza pewną miarę, a miara ta zazwyczaj nie jest nigdzie spisana. Stąd arbitralność nadmiaru. O tym, że czegoś jest „za dużo”, nie decyduje jakość samego aktu, tylko tolerancja tego, kto go odbiera. Nadmiar jest więc zawsze nadmiarem dla kogoś, a ten ktoś rzadko bywa obojętnym sędzią. Zwykle jest stroną, której zmiana…
Lustrzanym zjawiskiem jest subiektywność niedoboru. Brak uwagi, troski czy obecności nie ma zewnętrznego wskaźnika. Niedobór wymaga artykulacji, nie istnieje intersubiektywnie (powstaje w asymetrii). Kto mówi o braku, ryzykuje bycie posądzonym o to, że mówi za dużo. Kolejne powtórzenie bywa jednocześnie dowodem na nieobecność drugiej strony („nie słucha”) i dowodem na nadmiarowość nadawcy („znów to samo”; w domyśle: „to samo pierdolenie”). Powtarzany komunikat bez przełożenia na zmianę zachowania świadczy o obojętności adresata. Ta sama logika obraca się przeciwko proszącemu. Licznik prób staje się kryterium diagnostycznym, a kto prowadzi licznik, ten ustala wynik.
Kazuistyczny charakter kodyfikacji
Przykłady z końca wypowiedzi („mówiłaś o matce, nie o ojcu”; „mówiłeś o butach, a to są meble”) są zabawne, ale mówią o czymś przykrym. W dobrze działającej relacji normy są domyślne i milczące. Nikt nie wypowiada reguły „nie poniżaj mnie”, dopóki ktoś jej nie złamie. Dlatego dopiero złamanie reguły wymusza jej kodyfikację, a kodyfikacja ta ma charakter kazuistyczny: matka tak, ojciec nie; buty tak, meble nie. Partner, który kurczowo trzyma się literalnego odczytu, nie jest głupi. Działa w sposób wyrachowany: odmawia analogii, czyli wyprowadzania zasady z pojedynczego przypadku. Traktuje komunikację jak ścisłe prawo, w którym nie obowiązuje precedens.
Co z tego wynika dla „komunikacji potrzeb”? Wypowiadanie potrzeby jest marginalnym aktem, deklaracją odstępstwa od milczącej normy. Kto komunikuje potrzebę, już przez sam fakt tego komunikowania sytuuje się poza tym, co „oczywiste”. Normą staje się natomiast to, o czym się nie mówi. I tu pojawia się cień milczącej większości. Mam na myśli myśl Baudrillarda2, ale w wersji z podwórka relacyjnego.3 Większość nie artykułuje, nie błaga, nie negocjuje, i dzięki temu jej milczenie funkcjonuje jak miara normalności. Wzorcem „rozsądnego” partnera zostaje ten, kto się nie skarży.
Praca nad relacją
Ci, którzy mówią, stają się nadmiarowi z definicji, bo statystycznie odstają od tych, którzy milczą. Milczenie nie jest zgodą ani brakiem potrzeb. Jest nieczytelnym nośnikiem, na którym wypisano normę. Do tego dochodzi cała ideologia „pracy nad związkiem” (lub relacją), która przerzuca ciężar na jednostkę: komunikuj, wyrażaj, mów „ja” zamiast „ty”. Mark Fisher nazywał to prywatyzacją stresu4, a ja dodałbym, że także prywatyzacją zadania interpretacyjnego, bo rozmowa o potrzebach staje się kolejnym obowiązkiem wydajnościowym, w który wpisana jest możliwość porażki.5 Jeśli nie zadziała, wina leży albo po stronie zbyt słabo wyartykułowanej prośby, albo po stronie zbyt wielu jej powtórzeń.

Sformułowanie „Nadmierna komunikacja to błaganie” jest zatem trafną diagnozą dla wielu relacji. Zawodzi jako definicja, bo pozwala drugiej stronie wskazać na liczbę prób i uznać, że problem tkwi w proszącym. Komunikacja traci wspólny układ odniesienia i musi go odbudowywać od zera, raz po raz, przypadek po przypadku. Kto się w tym męczy, nie mówi za dużo, tylko zbyt długo mówi do kogoś, kto „nie podpisał się” pod wspólną normą. Kto jest winny jeśli winę uda się zdefiniować precyzyjnie? Wina z filozoficznego punktu widzenia zawsze powinna być „personalną zarzucalnością popełnionego czynu”.
- Marcin Zagański, My, [w:] Lewa strona literki M, 2006 ↩︎
- J. Baudrillard, W cieniu milczącej większości albo kres sfery społecznej (Á l’ombre des majorités silencieuses ou la fin du social), wyd. Sic!, Warszawa 2006 (1978) ↩︎
- W telegraficznym skrócie chodzi mi o masę, która pochłania komunikaty i nie odsyła żadnego sygnału zwrotnego. ↩︎
- M. Fisher, Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy? (Capitalist Realism: Is There No Alternative?), Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2020 (2009) ↩︎
- Nawiązuję do wątku prywatyzacji odpowiedzialności i zaburzeń, o którym wspominałem już na tym blogu w eseju o albumie Hani Rani. ↩︎


